Rano wysiedliśmy z pociągu w Rzymie i szybko musieliśmy szukać przystanku autobusu odjeżdżającego na lotnisko. Samolot odleciał planowo i tym pięknym sposobem znaleźliśmy się znowu na polskiej ziemi. Polska ziemia przywitała nas oczywiście śniegiem i mrozem. Taki mały szok po 20-kilku stopniowych upałach i drzewkach pomarańczowych